Teraz jest 25 wrz 2017, 02:32



Odpowiedz w wątku  [ Posty: 506 ]  idź do strony:  Poprzednia strona  1 ... 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26 ... 37  Następna strona
Historia 
Autor Treść postu
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA23 sie 2009, 08:34

 POSTY        3351
Post Re: Historia
Wałęsa nie był przywódcą strajku  :wysmiewacz:
Obrazek

"To nie Wałęsa był przywódcą strajku. Nieujawnionym przywódcą był Bogdan Borusewicz. To on kierował wszystkim"
– twierdzi w rozmowie z "Wprost" Henryka Krzywonos-Strycharska.

Była działaczka "Solidarności" opowiada w demitologizującym Lecha Wałęsę wywiadzie m.in. o relacjach między Anną Walentynowicz i przyszłym prezydentem. "Rywalizacja była od początku. Ale na wózek wchodził tylko Wałęsa. Walentynowicz nie" – mówi.
"Wałęsa miał dar przekonywania, więc został przewodniczącym. Jednak tak naprawdę to mieliśmy przewodniczącego. Był nim Bogdan Borusewicz. Nieujawniony przewodniczący. Przecież to Borusewicz kręcił tym strajkiem" – podkreśla.
Na sugestię, że nigdy wcześniej tego nie mówiła, odpowiada: "Wiele razy mówiłam. Ale nikt tego nie publikował. Nikt nie słuchał. Mózgiem był Borusewicz. To on kierował wszystkim".
Jak jednak dodaje, to Wałęsa potrafił porwać tłumy. "Wystarczyło, że wyszedł, podniósł ręce i zaczął mówić, a tłum szalał. Borusewicz nie mógłby wejść na wózek i mówić, bo był w KOR, a poza tym nie miał tego daru. On jest bardzo mądrym facetem, ale daru przekonywania mu brakuje. Medialny nigdy nie był, ale głowę miał nie od parady" - mówi.
Jednocześnie Krzywonos-Strycharska broni Wałęsy w kwestii współpracy z SB. Pytana przez dziennikarkę "Wprost", czy Krzysztof Wyszkowski wspominał o tym w 1980 roku nie mówił o tym, twierdzi, że nie.
"Jakbym wiedziała, tobym tego tak nie zostawiła. Ale on nic nie mówił. Akceptował Wałęsę przecież. To jest jak w małżeństwie. Ksiądz na początku pyta, czy są jakieś przeciwności. Jak nie ma, to po ślubie się już o przeciwnościach nie mówi. A Krzysiek Wyszkowski najwyraźniej tej zasady nie zna" – podkreśla.
Jej zdaniem, dopóki Wyszkowski pracował z Wałęsą i brał za to pieniądze - siedział cicho.
"Dopiero wtedy, kiedy Wałęsa go wyrzucił, zaczęło się oskarżanie, mówienie o Bolku, o SB. Ja wiem, co Wałęsa zrobił w '80 roku. Jest dla mnie ważny i tyle" - przekonuje.
Wspomina także, jak odebrała informację o współpracy Wałęsy z SB. "To był policzek. A ja byłam pewna, że on nigdy nic, że był święty. Z drugiej strony potrafię go wytłumaczyć. Proszę pamiętać, że jemu się wtedy dziecko rodziło, że żonę miał młodą… Ubecy mogli powiedzieć, że dziecka nie zobaczy, że żony też…. Ja nie wiem, co bym zrobiła w takiej strasznej sytuacji, jakby mnie szantażowali"
– mówi, dodając, że jej zdaniem to wystarczające tłumaczenie.
Krzywnos-Strycharska zaznacza, że choć czasem dzwoni do byłego prezydenta, nie zrobiła tego po jego głośnej wypowiedzi o homoseksualistach. "Byłam wściekła, że laureat Pokojowej Narody Nobla tak się o innych ludziach wyraża. Nawet jakby nie miał tej nagrody, to tak nie powinien mówić" – podkreśla.




~Ślazaczka :
Naprawdę tak krytykować,po czasie.Kiedys wszyscy byli na tak. Szanowna pani też. Bardzo przykro cvzytać to zwykłym obywatelem. Po jaką cholerę wciskaliście nam kit.J a wierzę że pan Wałęsa chciał dobrze. Mam 60 lat wszystko pamietam. Pytam sie dlaczego po tylu latach pani tak twierdzi. Nie jestem za tym panem,ale już mnie to denerwuje wciąż się wszystko zmienia. Uważam że był bohaterem na miare tamtych czasów. Ludzie dajcie spokój z krytykowaniem. Chcę jeszcze napisać że to jest coś wstrętnego brać odszkodowania bo sie działało. Piszę tu o jednym panu. Daję głowę że takich osób znajdzie się bardzo dużo. Jak walczyliście to chyba dla naszej ojczyzny. Nie po to aby teraz zdzierać kasę i brać odszkodowania. Jest to straszne. Kto traci??? My zwykli obywatele idioci.

~strychnina wredna :
Ta strychnina kiedyś krytykując Kaczyńskiego wypłynęła jako działaczka Solidarności ale jako łamistrajk teraz krytykując Bolka Ubolka POdnosi do rangi Borsuczka co POsiada kasetę z nagraniem jak się wałęsa przyznaje do współpracy z SB i skompromitował się przelotami aby wyprowadzić psa lub POdlać kwiatki psi syn borsuczek perfidny i wredny prosiak na urzędzie za nasze kasiorę

~PUKPUK
Ta kobieta ma chyba juz skleroze.Strajk rozpoczeli stoczniowcy kierowani przez ludzi z Wolnych Zwiazkow Zawodowych Wybrzeza, gdzie byli panstwo Gwiazdowie.I to Gwiazda byl "mozgiem" strajku, on glownie formulowal postulaty ze wsztkich, ktore naplywaly do stoczni,te 21 postulatow to glownie jego dzielo. Borusewicz byl pionkiem,wydawali "Robotnika"pismo dla robotnikow, ona-Krzywonos byla w Komitecie Strajkowym i nawet nie przy wozkach, gdzie Walentynowicz, Pienkowska i jeszcze jedna  /mloda/ dziewczyna o imieniu Ewa zatrzymywaly stoczniowcow, kiedy Walesa oglosil zakonczenie Strajku w stoczni ,kiedy tylko stoczniowe postulaty zostaly spelnione. Strajkowaly inne zaklady w Trojmiescie i Walesa zotawil je na atak komunistow. Te kobiety/a nie ona-Krzywonos/ zatrzymaly strajk, zamknely bramy i zaczal sie strajk o wolna Polske, bo dolaczylo ponad 750 zakladow pracy z calego kraju, potem jeszcze wiecej. Krzywonos tez glosowala za zakonczeniem strajku po trzech dniach, bo byla w tej Komisji Strajkowej. Kobita wystawiona przez salon, zeby klamala. Walentynowicz byla osoba niezwykle skromna, pomagala ludziom bezinteresownie, opiekowala sie wieloma osobami. To Krzywonos zostala zatrzymana na bramie w czasie strajku, kiedy wychodzila ze stoczni,a dlaczego ,to wie otoczenie Walesy, moze on sam. Babo! Wstydu nie masz za grosz i nie klam o tragicznie zmarlych, bo do piet im nie siegasz.


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... &_ticrsn=3

I co Lechu Ty na to? Kłamstwo ma krótkie nogi. Jak pisał poeta, a napis ten widnieje na Trzech Krzyżach "nie bądź bezpieczny - poeta pamięta, spisane będą czyny i rozmowy". Okazuje się, że to dotyczy nie tylko komunistów, ale i solidaruchów.
Kiedy Krzywonos obsobaczyla Kaczynskiego dwa lata temu w Gdyni, to POpaprańce bili brawo. A teraz, co? Krzywonos be?
Jak śp. Walentynowicz zadała Lechowi 20 pytań, to do dziś Jej nie odpowiedział. I jeszcze kpił, że "Walentynowicz głupia"
Walentynowicz "głupia", Kaczyński "dureń".
A Wałęsa " cienki Bolek" :P

____________________________________
Videtur et hoc mihi Platforninem non debere esse
Poza tym uważam że Platformę należy zniszczyć
/Katon starszy/


Ostatnio edytowano 06 maja 2013, 21:53 przez Badman, łącznie edytowano 1 raz



06 maja 2013, 21:52
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA10 lis 2006, 08:34

 POSTY        3317
Post Re: Historia
Bezpieka [Eugeniusz Chimczak] ciężko pracowała.
      
Niedaleko stołecznej ul. Madalińskiego, spokojnie, przez nikogo nie niepokojony, żyje Eugeniusz Chimczak, oprawca i ubek, który torturował m.in. rtm. Witolda Pileckiego. Nazywał to „ciężką pracą”. Temida III RP okazała się wobec niego, jak i wielu innych czerwonych zbrodniarzy, wyjątkowo łaskawa – nigdy nie trafił do więzienia.
Po ujawnieniu kilka lat temu roli Mariana Krawczyńskiego w sprawie rtm. Witolda Pileckiego dostałem list od osoby, która znała ubeka: „Spotykałem go podczas urodzin mojej koleżanki, jego wnuczki (gdy byliśmy dziećmi). Wiem, że ona go bardzo kochała, zawsze zwracała się do niego »dziadziuś«. Ostatnio rozmawiałem z nim w 2006 r. Opowiadał o podróżach służbowych do Turcji z lat 60.–70. Wtedy już wiedziałem, że miał do czynienia z »bezpieką«, choć wyraźnie tego nie sprecyzował. Mówił o »przedsiębiorstwie« jako pracodawcy”.

Świnia z bloku obok

Marian Krawczyński, funkcjonariusz MBP, podpisany pod aktem oskarżenia bohaterskiego rotmistrza, zmarł trzy lata temu. Przed wojną skończył zawodówkę, po wojnie był pułkownikiem. Na Mokotowie pracował przez 1,5 roku, do 1948 r., w bezpiece do 1955 r.
W dalszej części listu przeczytałem: „Podczas jednego ze spotkań towarzyskich jego córka wspomniała o obecności Krawczyńskiego w sądach i z przekonaniem przekazywała jego słowa, że »może spać spokojnie«. Ponoć zarzekał się, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Mówił, że zna okrutnego kata, który mieszka w bloku obok i że »tamten to świnia«. Domyślam się, że chodziło o Chimczaka”.

Sąsiad Krawczyńskiego – Eugeniusz Chimczak (rocznik 1921 r.) – nadal mieszka w centrum Warszawy, niedaleko ul. Madalińskiego. Najpierw był śledczym Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Tomaszowie Lubelskim, w końcu pułkownikiem w Warszawie, w bezpiece do… 15 czerwca 1984 r. Tak jak Krawczyński skończył Centralną Szkołę MBP w Łodzi. Tak samo zeznawał przed prokuratorem IPN: żadnego przymusu fizycznego i psychicznego nie było. Nie biliśmy, nie słyszeliśmy również, aby robili to inni. Wykonywaliśmy tylko polecenia przełożonych.
Chimczak był trochę bardziej wylewny: „O tym, w co był zamieszany Pilecki, mogłem się zorientować z wyjaśnień, jakie mi złożył. Moich zwierzchników interesowały wyjątkowo »sprawy szpiegowskie«”, a sprawa Pileckiego do takich została zaliczona”.

Krwawy śledczy
Chimczak mówił, że nie decydował o dacie i częstotliwości przesłuchań (nie wie, kto decydował). Zawsze sporządzał protokół przesłuchania, nawet gdy „podejrzany nie chciał wyjaśniać”. Na Mokotowie miał opinię jednego z najbardziej krwawych śledczych.
– Metody miał szczególne. Kiedy bicie nie skutkowało, krzyczał: „My wiemy, że masz twardą d…, ale w celi obok jest twoja żona, z której wszystko wyciśniemy” – wspominał Chimczaka mój ojciec, Tadeusz Płużański, skazany razem z Pileckim na karę śmierci, wyrok zmieniono potem na dożywocie.
– Kiedy w latach 70. spotkałem go na Nowym Świecie, mogłem mu tylko napluć w twarz, ale tego nie zrobiłem. On nawet na to nie zasłużył – opowiadał.

W słynnym procesie Adama Humera (wicedyrektora Departamentu Śledczego MBP, zmarł w 2001 r. w Warszawie) Chimczaka skazano na 7,5 roku więzienia, ale za kratki, „ze względu na stan zdrowia” – podobnie jak pozostali sądzeni wówczas ubecy – nie trafił.
Przed sądem zeznawał: „Nie widziałem żadnych obrażeń na ciele przesłuchiwanych i o nich nie słyszałem. (...) Owszem, zostałem przez Tadeusza Płużańskiego oskarżony o znęcanie się nad nim w czasie przesłuchań, ale to kłamstwa, sprawa polityczna”.

Ciężka praca oprawcy
Chimczak przyznawał jedynie, że pracę miał ciężką. Przesłuchiwał od godz. 9 do 24 z trzy-, czterogodzinną przerwą w ciągu dnia. W marcu 1948 r. podczas rozprawy sądowej Pilecki i Płużański odwoływali zeznania złożone w śledztwie, tłumacząc, że protokołów przesłuchania przeważnie nie czytali, gdyż „byli bardzo zmęczeni”. Nikomu nie trzeba chyba wyjaśniać, co to znaczy. Kazimierz Moczarski, szef Biura Informacji i Propagandy ostatniej Komendy Głównej AK, wymieniał 49 metod fizycznych i psychicznych tortur, wśród nich: bicie ręką, drewnianą linijką okutą metalem, wyrywanie włosów (tzw. podskubywanie gęsi), przypalanie rozżarzonym papierosem okolic ust i oczu, płomieniem – palców obu dłoni, wskakiwanie butami na stopy, kopanie specjalnie w kości goleniowe, sadzanie na odwróconym stołku. Wszystkie te metody stosował „oficer” śledczy Eugeniusz Chimczak.

http://niezalezna.pl/33600-bezpieka-ciezko-pracowala


25 maja minęła  65-ta rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego.

____________________________________
"Demokracja to cztery wilki i owca głosujące o obiedzie" R.A.Heinlein


26 maja 2013, 11:59
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA23 sie 2009, 08:34

 POSTY        3351
Post Re: Historia
Lechu walczy z własną legendą

Obrazek

____________________________________
Videtur et hoc mihi Platforninem non debere esse
Poza tym uważam że Platformę należy zniszczyć
/Katon starszy/


03 cze 2013, 23:23
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA10 lis 2006, 08:34

 POSTY        3317
Post Re: Historia
"Na Holocaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów".

Grupa naukowców podpisała list w obronie prof. Krzysztofa Jasiewicza, który stwierdził, że "na Holocaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów".

Po tych słowach protestowało środowisko naukowe i Centrum Szymona Wiesenthala. W efekcie odwołano go z funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w Instytucie Studiów Politycznych PAN.
Powód?
Naruszenie podstawowych standardów warsztatu naukowego.
Od poglądów Jasiewicza zdystansował się też szef "Focusa", w którym opublikowano kontrowersyjny wywiad.

Teraz jest i głos biorący Jasiewicza w obronę.
- Podpisałem list w obronie prof. Jasiewicza, bo uważam, że rzucili się na niego jak wilki na owcę - mówi w rozmowie z Onetem prof. Bender, jeden z sygnatariuszy. Radzi jednocześnie, aby nie wracać do czasów, gdy za poglądy pozbawiano naukowców katedr.
Pod kolportowanym m.in. w sieci listem znalazły się takie nazwiska: prof. Bogusław Wolniewicz, prof. Ryszard Bender, prof. Marek J. Chodakiewicz, prof. Henryk Głębocki, prof. Jan Żaryn, prof. Roman Dzwonkowski, dr hab. Sławomir Cenckiewicz, dr Tomasz Sommer, dr Jolanta Mysiakowska-Muszyńska, dr Wojciech Muszyński i dr Rafał Drabik.

Kim są sygnatariusze?
Wolniewicz jest komentatorem Radia Maryja i mediów związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem. Bender to były senator PiS i były szef KRRiT. Chodakiewicz jest naukowcem pracującym głównie w USA - jest bliski środowisku kontestującemu ustalenia ws. katastrofy smoleńskiej.
Żaryn jest byłym dyrektorem Biura Edukacji Publicznej IPN - odwołano go po stwierdzeniu, że Lech Wałęsa bezprawnie dostał status pokrzywdzonego. Dzwonkowski - publicysta Radia Maryja, duchowny. Cenckiewicz - współautor książki o Lechu Wałęsie. Sommer - red. nacz. "Najwyższego Czasu".

Jasiewicz: chciałem, żeby Żydzi poczuli się choć przez chwilę tak jak Polacy

W liście otwartym do prezesa PAN prof. Michała Kleibera napisano, że prof. Jasiewicz jest prześladowany.
- Stanowczo protestujemy przeciwko ograniczaniu swobody badań naukowych przez instytucję, utrzymywaną z kieszeni podatników (…). Sygnał wysłany do środowiska naukowego jest jaskrawym przykładem administracyjnej próby kneblowania poglądów naukowych, w dodatku wcale nie bardziej kontrowersyjnych w odbiorze społecznym niż tezy wielu innych naukowców działających w tej instytucji - stwierdzono.
Tym negatywnym sygnałem ma być pozbawienie Jasiewicza funkcji kierownika Zakładu Analiz Problemów Wschodnich w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Autorzy listu dodali też:
- Prześladowanie prof. Jasiewicza przywołuje pamięć o najczarniejszych praktykach terroru komunistycznego skierowanych przeciwko wolności nauki.

W konkluzji wyrażono nadzieję, że prof. Kleiber i PAN "przemyślą swoje stanowisko i odwołają swoją skandaliczną decyzję".
Powodem krytyki Jasiewicza i jego późniejszej obrony jest jego wypowiedź nt. Żydów. W wywiadzie dla "Focus Historia Ekstra" stwierdził on:
- Owe bzdury i dane z sufitu o Żydach zamordowanych głównie przez polskich chłopów to właśnie projekcja zmierzająca do ukrycia największej żydowskiej tajemnicy. Otóż skala niemieckiej zbrodni była możliwa nie dzięki temu, "co się działo na obrzeżach Zagłady", lecz tylko dzięki aktywnemu udziałowi Żydów w procesie mordowania swojego narodu.
Oraz: - Na Holocaust pracowały przez wieki całe pokolenia Żydów, a nie Kościół katolicki. I Żydzi z tego - jak się wydaje - nie wyciągnęli wniosków.

Komentarze internatów:



~real do ~antysikor: Są porządni Żydzi na tym świecie. Oni mogą walić prawdę, bo się syjonistów nie boją. Prawda jest taka, że na wzbudzeniu w Europie histerii antysemityzmu bardzo zależało i nadal zależy syjonistom. Dzięki temu mają zapewnione stałe "dostawy" Żydów do Izraela. Ponadto robią z siebie ofiary co jest podstawą do ich żadań odszkodowawczych. Ciekawostką jest, że rzeczywiście przesladowani Żydzi albo nie dostaja odszkodowań albo jakieś ochłapy a cała kasę przejmują syjonistyczne ogranizacje. Doskonale to opisał Norman Finkelstein w książce" Holokaust Industry" (Przemysł Holokaust) - do znalezienia w internecie. Jako potomek ocalałych z Holokaustu wie o czym pisze.

~ello do ~antysikor:
Słowa marszałka Piłsudskiego, gdy przyjechał do Wilna po tym jak zajął je gen. Żeligowski. A mówił wtedy:
„Gdy zajechałem do Wilna, parę dni po zajęciu go przez generała Żeligowskiego, widziałem ja i moi oficerowie, jak w całym mieście ludzie płakali ze wzruszenia i radości, oddawali żołnierzom cokolwiek mieli do zjedzenia. Pokazano mi kilkaset osób zabitych i nie pochowanych. Były dzieci i kobiety, starcy i żołnierze. To Żydzi strzelali z ukrycia i zabijali Polaków. Żydzi byli tu warstwą rządzącą, skazywali na śmierć i na wywózkę na Wschód Polaków. I to też ludność pamiętała. Teraz z ogromną trudnością polskie wojsko musi bronić Żydów przed samosądem i zemstą Polaków. Musiałem uspokajać ludność i żołnierzy, żeby nie doszło do samosądu".

Ewa Kurek "Poza granicą solidarności. Stosunki polsko-żydowskie 1939-1945"
W konkluzji swych badań Ewa Kurek dochodzi do przerażającego wniosku, że "najtrudniejszą, najbardziej haniebną i brutalną część ludobójstwa Żydów wykonali sami Żydzi".

Władysław Szpilman w książce "Pianista" tak pisze o żydowskiej grupie kolaborantów w warszawskim getcie - "Składała się głównie z młodych ludzi, pochodzących z zamożnej warstwy. Mieliśmy wśród nich sporą grupę znajomych i tym większe ogarniało nas obrzydzenie, im wyraźniej zauważaliśmy, jak jeszcze niedawno przyzwoici ludzie, którym podawało się rękę i których traktowało się jak przyjaciół, przeradzali się w kanalie. Zarazili się duchem gestapo, tak należałoby to chyba nazwać. Z chwilą kiedy wkładali mundury i czapki policyjne i dostawali pałki do ręki, stawali się zwierzętami. Ich najważniejszym celem było nawiązanie kontaktów z gestapowcami, usługiwanie im, paradowanie razem z nimi po ulicach, zadawanie szyku znajomością języka niemieckiego oraz popisywanie się przed swoimi szefami brutalnością wobec ludności żydowskiej"
Jan Tomasz Gross i Erika Steinbach ani też i Mateusz Zimmerman przecież nie powie ani nie napisze, że to Żydzi przyprowadzali Niemców do Żydów. To temat tabu. Przecież Mordechaj Anielewicz, 23-letni dowódca “powstania”, został zdradzony przez swoich współbraci.

Na podstawie prac i wspomnień:
Hannah Arendt, Baruch Milch, Emanuel Ringelblum, Baruch Goldstein, Klara Mirska, Chaim A. Kaplan
(...)Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit z tzw. Judenratów (rad żydowskich). Przypomnijmy tu, z jak ostrym potępieniem tej kolaboracji wystąpiła najsłynniejsza żydowska myślicielka XX wieku Hannah Arendt w książce "Eichmann w Jerozolimie" (Kraków 1987). Napisała tam m.in. (s. 151): "Dla Żydów rola, jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej historii". Uległość Judenratów wobec nazistów oznaczała skrajną kompromitację żydowskich elit w państwach okupowanych przez III Rzeszę.
Arend stwierdziła wprost: "O ile jednak członkowie rządów typu quislingowskiego pochodzili zazwyczaj z partii opozycyjnych, członkami rad żydowskich byli z reguły cieszący się uznaniem miejscowi przywódcy żydowscy, którym naziści nadawali ogromną władzę do chwili, gdy ich także deportowano" (tamże, s. 151). Arendt pisała, że bez pomocy Judenratów w zarejestrowaniu Żydów, zebraniu ich w gettach, a potem pomocy w skierowaniu do obozów zagłady zginęłoby dużo mniej Żydów. Niemcy mieliby bowiem dużo więcej kłopotów ze spisaniem i wyszukaniem Żydów. W różnych krajach okupowanej Europy powtarzał się ten sam perfidny schemat: funkcjonariusze żydowscy sporządzali wykazy imienne wraz z informacjami o majątku Żydów, zapewniali Niemcom pomoc w chwytaniu Żydów i ładowaniu ich do pociągów, które wiozły ich do obozów zagłady. Także w Polsce doszło do potwornego skompromitowania dużej części żydowskich elit poprzez ich uczestnictwo w Judenratach i posłuszne wykonywanie niemieckich rozkazów godzących w ich współrodaków. koniec kłamstw o udziale Polaków w mordowaniu Żydów

~POLAK :
Facet powiedzial prawde a swiat traktuje zydow jak swiete krowy nic nie mozna na nich powiedziec bo zaraz antysemici z nas. Zeby w obozie w aushwitz nie mozna bylo postawic krzyza to wstyd!!! Jakim prawem oni dyktuja nam w naszym wlasnym kraju co mozna a czego nie? Tam gineli rowniez a moze przede wszystkim polacy bo zydow mordowano w Brzezince. To jest zawistny narod ktroy przekreca fakty i manipuluje nimi zeby osiagnac wlasne kozysci to jest cala prawda o nich. Zaluje ze tylu ludzi zginelo w obozach w gettach ze tak bestialsko ich traktowano oddaje im szacunek ale nie zgadzam sie z twierdzeniem ze tylko zydzi byli poszkodowani a reszta swiata jest temu winna. Polska najwiecej wycierpiala zaostala zostawiona sama sobie polacy walczyli na kazdym froncie a mimo to pluje sie nam w twarz tezami ze polacy wspolpracowali z nazistami. Pewnie byly i takie przypadki ale czy zydzi nie wspolpracowali??? Uwazam ze MSZ powinno jasno postawic sprawe ze przede wszystkim szacunek dla wlasnych obywateli i pamiec o bohaterach.

Endek39 do sandokan100:
Tu nie chodzi o to że Jasiewicz napisał prawdę.Chodzi o to że napisał to o czym sami Żydzi chcieliby zapomnieć i wymazać z ludzkiej pamięci. Od razu został nazwany antysemitą i stracił stanowisko. Czyli tak jak w najgorszych latach PRL. Masz dobre stanowisko to musisz krakać tak jak ci na to pozwoli pewna mniejszość rządząca naszym krajem. Gdy powiesz to co się tej mniejszości nie spodoba to wylatujesz z hukiem ze stołka.
Tylko zastanawiam się jaka jest prawdziwa nazwa naszego kraju?
PRL-bis czy może Judeopolonia? Bo napewno nie III RP czyli Polska.


Źródło:
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-oneci ... omosc.html

____________________________________
"Demokracja to cztery wilki i owca głosujące o obiedzie" R.A.Heinlein


10 cze 2013, 15:22
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA23 sie 2009, 08:34

 POSTY        3351
Post Re: Historia
A co TY robiłeś 4 czerwca 1989 roku?

Obrazek

____________________________________
Videtur et hoc mihi Platforninem non debere esse
Poza tym uważam że Platformę należy zniszczyć
/Katon starszy/


Ostatnio edytowano 11 cze 2013, 21:51 przez Badman, łącznie edytowano 1 raz



11 cze 2013, 21:49
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA23 sie 2009, 08:34

 POSTY        3351
Post Re: Historia
Uroczyste obchody Rocznicy na rogu ulic Ludzi Chonoru

Załącznik:
4 czerwca.JPG

Źródło: "Do Rzeczy"


 Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

____________________________________
Videtur et hoc mihi Platforninem non debere esse
Poza tym uważam że Platformę należy zniszczyć
/Katon starszy/


12 cze 2013, 21:18
Zobacz profil
Site Admin
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA21 paź 2006, 20:09

 POSTY        6649

 LOKALIZACJATriCity
Post Re: Historia
Nasze matki, nasi ojcowie

TVP pokaże kontrowersyjny film o wojnie "Nasze matki, nasi ojcowie", który ukazuje II wojnę światową przez pryzmat losów młodych berlińczyków. Produkcję niemieckiej telewizji ZDF krytykowano w Polsce za przedstawianie partyzantów z AK jako antysemitów. Trzy części filmu zostaną wyemitowane w TVP1 17, 18 i 19 czerwca.
- Polski widz sam oceni niemiecki serial - napisało w komunikacie Centrum Informacji TVP.

Film telewizyjny "Nasze matki, nasi ojcowie" wywołał dyskusję w Polsce i Niemczech. Po emisji filmu w publicznej telewizji ZDF w marcu, w niemieckich mediach rozpoczęła się burzliwa debata o odpowiedzialności "zwykłych Niemców" za zbrodnie wojenne. W Polsce produkcję krytykowano za ukazywanie partyzantów z AK w złym świetle i za relatywizowanie odpowiedzialności Niemców.
Film zaniepokoił prezesa TVP Juliusza Brauna, który w liście skierowanym do szefa niemieckiej telewizji publicznej pod koniec marca stwierdził, że w filmie posłużono się krzywdzącymi i fałszywymi uproszczeniami w obrazie historycznym Polski i żołnierzy AK. Podkreślił, że treść i forma przedstawionych w nim wątków polskich nie ma nic wspólnego z prawdą historyczną.
Decyzję o emisji filmu w Polsce w poniedziałkowym komunikacie TVP uzasadniono tym, że polska opinia publiczna była "skazana jedynie na pośrednictwo dziennikarzy i polityków w ocenie niemieckiego serialu, nie mogąc wyrobić sobie w tej kwestii własnego zdania". "Dlatego TVP podjęła decyzję, by cały mini serial, w tym jego kontrowersyjny trzeci odcinek, pokazać wszystkim polskim widzom" - napisano.
19 czerwca trzecią część filmu poprzedzi historyczne wprowadzenie, a po zakończeniu odcinka odbędzie się debata z udziałem historyków i ekspertów poświęcona polityce historycznej w Niemczech i Polsce.

Film "Nasze matki, nasi ojcowie" w reż. Philippa Kadelbacha ukazuje II wojnę światową przez pryzmat losów pięciorga młodych berlińczyków: oficera Wehrmachtu Wilhelma, jego młodszego brata, także powołanego do wojska Friedhelma, zakochanej w Wilhelmie pielęgniarki Charlotte, marzącej o karierze piosenkarki Grecie oraz jej chłopaka, Żyda Viktora. Film opowiada o losach bohaterów w czasie od niemieckiego ataku na ZSRR w czerwcu 1941 r. do kapitulacji Niemiec. Z polskimi wątkami w filmie łączą się losy Viktora, który ucieka z transportu do Auschwitz i przyłącza się do oddziału AK. Bohater, pomimo wykazanej wielokrotnie odwagi w walce z Niemcami, zostaje usunięty z oddziału, gdy wychodzi na jaw, że jest Żydem. Wcześniej partyzanci z AK zatrzymują po walce niemiecki pociąg, lecz gdy okazuje się, że przewożeni są nim Żydzi z obozu koncentracyjnego, zostawiają wagony zamknięte, wydając więźniów na pastwę Niemców.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title, ... omosc.html

Obywatelska Komisja Etyki Mediów domaga się odwołania prezesa TVP Juliusza Brauna

Zdaniem członków OKEM niemiecki serial wyprodukowany przez ZDF zawiera krzywdzące bohaterów Armii Krajowej kłamstwa na temat ich postawy podczas II wojny światowej.
"Niezrozumiała jest postawa zarządców telewizji publicznej, świadomych krzywdzących Polskę przekłamań, a jednocześnie zgadzających się zakupić i emitować film. Z wrogimi Polsce poglądami i przekłamaniami historycznymi na nasz temat powinno się prowadzić dyskusję z pozycji walki o prawdę i w formie protestu, a nie poprzez zakup i emitowanie szkodliwego filmu" - napisali członkowie Komisji: Tomasz Bieszczad, Teresa Bochwic, Anna T. Pietraszek, ks. Roman Piwowarczyk, Ewa Stankiewicz i Jan Żaryn. Domagają się od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji odwołania prezesa TVP Juliusza Brauna.

http://wiadomosci.onet.pl/wiadomosci/bo ... omosc.html


Niemiecka prokuratura zbada film “Nasze matki, nasi ojcowie”

Kancelaria prawna z Berlina zwróciła się do prokuratury o wszczęcie postępowania karnego w związku z prezentacją antysemityzmu żołnierzy Armii Krajowej w niemieckim serialu telewizyjnym „Nasze matki, nasi ojcowie” i poświęconym mu artykule w „Bildzie”.
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył adwokat Piotr Duber. Zwrócił się o wszczęcie przez niemiecką prokuraturę postępowania karnego w sprawie serialu wyemitowanego przez publiczną telewizję ZDF i publikacji dziennika „Bild”.
W zawiadomieniu napisano, że film niesprawiedliwie i niezgodnie z faktami historycznymi prezentował polskich żołnierzy Armii Krajowej jako nacjonalistów i antysemitów, a artykuł prasowy zawierał twierdzenie, że akowcy cechowali się silnym antysemityzmem. W ocenie adwokata, ma to charakter zniesławienia i oszczerstwa.
Wniosek o ściganie tych przestępstw z urzędu został złożony przez berlińską kancelarię w imieniu mieszkającego obecnie w Olsztynie byłego żołnierza AK z Wileńszczyzny Andrzeja Olszewskiego oraz Stowarzyszenia Historycznego im. gen. Grota-Roweckiego, którego jest on prezesem. Do stowarzyszenia należy ok. 50 kombatantów II wojny, w tym b. żołnierzy AK oraz nauczycieli i miłośników historii.
W zawiadomieniu o przestępstwie zacytowano podstawowe dane o historii AK oraz list ambasadora Jerzego Margańskiego do redakcji ZDF i informację o reakcji polskiej ambasady w Berlinie na artykuł „Bilda”.

http://www.radiomaryja.pl/informacje/ni ... i-ojcowie/

____________________________________
Nie jesteś tym, kim myślisz, że jesteś - lecz tym, kim się stajesz, gdy myślisz kim jesteś.


16 cze 2013, 12:32
Zobacz profil
Fachowiec
Własny awatar

 REJESTRACJA14 wrz 2011, 22:56

 POSTY        1263
Post Re: Historia
Ile dywizji ma papież? Jan Paweł II vs. Rosja

Ile dywizji ma papież? – kpiąco pytał Józef Stalin w czasie II wojny światowej. W przypadku Jana Pawła II okazało się, że miał ich więcej niż Związek Sowiecki, który przestał istnieć.

 
Żeby w pełni docenić rolę, jaką odegrał nasz papież w zapobieżeniu wojnie w Europie, trzeba przypomnieć sowieckie plany inwazji na Europę Zachodnią. Agresywne plany wojsk Układu Warszawskiego wobec Europy stały się bardziej szczegółowe w końcu lat 60., jednak najpoważniejsze zagrożenie nastąpiło w latach 1979–1983.

Sowieckie plany inwazji na Europę

W latach 70. Związek Sowiecki miał największą na świecie armię, a jego oddziały stacjonowały w Niemczech Wschodnich, Polsce, Czechosłowacji i na Węgrzech. Pół miliona wojsk Układu Warszawskiego w Niemczech Wschodnich stało naprzeciwko niewiele mniejszej liczby wojsk NATO w Niemczech Zachodnich. Mimo to plany Układu Warszawskiego były jednoznacznie ofensywne. 20 sowieckich dywizji w Niemczech Wschodnich, wspieranych przez wojska NRD i sześćsettysięczny tzw. front polski, miały w ciągu kilku dni rozbić 26 dywizji NATO w RFN. Zamierzano to osiągnąć za pomocą samobójczej taktyki. Wojska Układu Warszawskiego miały przemieszczać się z prędkością nawet 100 km dziennie w tzw. atomowych korytarzach, powstałych w wyniku uderzeń jądrowych własnej artylerii i lotnictwa. Oficjalnie Sowieci zakładali straty pierwszego rzutu wojsk na poziomie 50–60 proc. Jednak pancerze czołgów miały chronić ich załogi przed promieniowaniem tylko przez cztery dni. Dlatego historycy NATO oceniają, że w rzeczywistości Sowieci „planowali wysłać wojska lądowe w pole tak, aby walczyły przez kilka dni, zanim żołnierze umrą z powodu chorób popromiennych”.

Do zwycięstwa niezbędny był zatem drugi rzut albo eszelon wojsk sowieckich, który do Niemiec mógł być szybko przerzucony tylko przez Polskę. Według płk. Ryszarda Kuklińskiego, który w Sztabie Generalnym WP opracowywał związane z tym plany, przez Polskę miało przejść ok. 50 dywizji albo 2–3 mln żołnierzy sowieckich i ok. 1 mln pojazdów po 24 drogach samochodowych. Dziewięcioma tranzytowymi liniami kolejowymi miało przejechać 3200 pociągów z wojskowym sprzętem i ładunkami.

Decydującym czynnikiem był czas, w jakim uda się wprowadzić drugi rzut wojsk sowieckich do walki w Niemczech. W wariancie ograniczonej wojny nuklearnej Moskwa liczyła, że uda jej się zakończyć działania, zanim Amerykanie zdecydują się na jądrowe uderzenia odwetowe. W wariancie wojny konwencjonalnej zaś – zanim USA uda się przerzucić wsparcie zza Atlantyku i odzyskać panowanie w powietrzu. Dlatego planowano przemarsz wojsk sowieckich przez Polskę w ciągu 7–10 dni.

Przeprowadzenie tak wielkiej operacji w niezwykle krótkim czasie wymagało jednak odpowiedniego przygotowania terenu, czyli Polski. Jak się okazuje z ujawnionych w 2010 r. dokumentów, głównym celem ćwiczonego od końca lat 60. stanu wojennego nie było zwalczanie opozycji, ale prewencyjne sparaliżowanie całego kraju na wypadek wojny i konieczności zabezpieczenia sprawnego transportu wojsk sowieckich. Ćwiczenia Kraj-73 różniły się od rzeczywiście wprowadzonego w grudniu 1981 r. stanu wojennego głównie tym, że obok restrykcji wobec ludności na Polskę miały spaść co najmniej 34 głowice jądrowe.

Obrazek

Gra wojenna z 1979 r. pod nazwą „Siedem dni do Renu” zakładała, że aby powstrzymać przemarsz sowieckich wojsk przez Polskę, siły NATO dokonają uderzenia nuklearnego na wszystkie przeprawy przez Wisłę – od Gdańska po Kraków. W wyniku tego uderzenia o mocy ok. 300 kiloton miała być zniszczona w 60 proc. Warszawa. Przewidywano, że w tych atakach zginie od razu ok. 2 mln Polaków. Jak przekonywał Kukliński, atakowanie przez Amerykanów „bronią jądrową dywizji radzieckich na terytorium ZSRR było zbyt ryzykowne, gdyż oznaczało automatyczną ripostę na kontynent amerykański. Użycie tej broni na terytoriach państw NATO mijałoby się z celem obrony, gdyż oznaczałoby wysadzenie samego siebie w powietrze. Czy była jeszcze jakaś możliwość? Tak. Pomiędzy terytorium  ZSRR a państwami NATO był pas ziemi niczyjej – terytorium Polski i Czechosłowacji”.

Gra o Polskę

Kiedy nad Polską zawisła groźba nuklearnego holocaustu, w październiku 1978 r. papieżem został Karol Wojtyła, arcybiskup Krakowa, który już jako Jan Paweł II odbył w czerwcu 1979 r. pierwszą pielgrzymkę do Polski. Według relacji Kuklińskiego, Sowieci uważali, że wszystkie ich problemy w Polsce zaczęły się od wyboru papieża. W 1981 r. podczas wizyty w Polsce marszałek Wiktor Kulikow, dowódca wojsk Układu Warszawskiego, kazał sobie wyświetlić film „Pielgrzym” z pierwszej wizyty papieża w Ojczyźnie. Jak wspominał Kukliński, „Kulikow zachowywał się jak na meczu bokserskim, głośno wyrażając swoje niezadowolenie niemal przy każdej scenie. Kulikow wściekał się, że przywódca Kościoła jest tak przyjmowany w kraju komunistycznym. Jaruzelski nie zdobył się na odpowiedź”.

Już pierwsza, lipcowa fala strajków w 1980 r. zaalarmowała Rosjan. Szerzyła się wtedy fama, że lubelscy kolejarze przyspawali do szyn pociąg z żywnością do ZSRR. Dlatego od początku tzw. kryzysu polskiego Moskwa naciskała na Jaruzelskiego, aby wprowadził stan wojenny dla przywrócenia tzw. ciągłości strategicznej Armii Czerwonej, czyli bezpieczeństwa szlaków komunikacyjnych między ZSRR a NRD.

Choć płk Ryszard Kukliński, który koordynował wszystkie przygotowania, uciekł do USA w listopadzie 1981 r., stan wojenny został sprawnie wprowadzony i okazał się niezwykle skuteczny w zastraszaniu Polaków. Po ucieczce Kuklińskiego Rosjanie mieli świadomość, że Amerykanie wszystko wiedzą również o planach inwazji na Europę Zachodnią. Nie mogło więc już być mowy o elemencie zaskoczenia. Mimo to rozpoczęto przygotowania do kolejnych wielkich ćwiczeń ataku wojsk Układu Warszawskiego.

Amerykanie wyciągnęli ze stanu wojennego inne wnioski. Uświadomili sobie, że Polska nie jest ich wrogiem, którego trzeba zniszczyć, ale że może być cennym sojusznikiem, który zatrzyma marsz sowiecki na Europę.

Jan Paweł II kontra imperium

Prezydent USA Ronald Reagan i Jan Paweł II spotkali się dopiero w czerwcu 1982 r. Poprzedniej wiosny „obu w odstępie sześciu tygodni postrzelili zabójcy i obaj przeżyli”. Jak relacjonowali Carl Bernstein i Marco Politi, już w pierwszych minutach rozmowy zgodzili się, że Bóg ocalił ich po to, aby odegrali szczególną rolę w przyszłości Europy Wschodniej. „Gdy na naszej drodze stanęły siły zła, interweniowała Opatrzność” – powiedział Reagan, a papież się z nim zgodził.

Już za prezydentury Jimmy’ego Cartera jego doradca ds. bezpieczeństwa Zbigniew Brzeziński dostarczał papieżowi wnioski z raportów Kuklińskiego. Od wiosny 1981 r. dyrektor CIA William Casey i Vernon Walters, były wicedyrektor CIA, co pół roku latali do Watykanu, by przekazać papieżowi „informacje z satelitów i podsłuchu elektronicznego, doniesień agentów wywiadu i sprawozdań z dyskusji toczonych w Białym Domu, Departamencie Stanu i CIA”. Po spotkaniu Reagana i papieża wymiana informacji została zintensyfikowana, zwłaszcza że po ucieczce Kuklińskiego Amerykanie stracili swoje najlepsze źródło w Polsce. Opinie papieża szczególnie cenił Reagan, „z utęsknieniem oczekujący relacji Waltersa i Caseya, ilekroć ci odwiedzali Watykan. Inni prezydenci Stanów czekali niecierpliwie na powrót bombowców z akcji, a on na raporty od papieża” – opisywali Bernstein i Politi. „Reagan był głęboko przeświadczony, że ten papież dopomoże zmienić świat”.

Jan Paweł II uważał, że Polacy sami, i to bez użycia przemocy, mogą sprawić, iż sowieckie plany inwazji staną się nierealne. W homilii wygłoszonej z korony Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie papież, przywołując Apokalipsę, encyklikę Jana XXIII „Pacem in terris” o groźbie wojny nuklearnej oraz historię Hiroszimy, stwierdził, że „los Polski w 1983 r. nie może być obojętny narodom świata – zwłaszcza Europy i Ameryki”. Przypominając, jak Jan III Sobieski pod Wiedniem uratował Europę, papież powiedział, że naród „sam musi odnosić zwycięstwo, które Opatrzność Boża zadaje mu na tym etapie dziejów. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że nie chodzi o zwycięstwo militarne jak przed trzystu laty, ale o zwycięstwo natury moralnej”.

Jak twierdzi Jadwiga Staniszkis w książce „Postkomunizm”, „(…) już w roku 1983 (między majem a sierpniem) zaczęto na Kremlu rozważać możliwość wojskowego wycofania się z Europy Środkowej”. Co takiego wydarzyło się między majem a sierpniem 1983 r., że skłoniło Sowietów do zmiany strategii z konfrontacyjno-wojskowej na rzecz ustępstw politycznych wobec Zachodu? Wszak jeszcze między 30 maja a 9 czerwca odbyły się ostatnie, jak się okazało, czysto ofensywne ćwiczenia Układu Warszawskiego „Sojuz-83”, w których przewidywano okupację Danii, RFN, Holandii, Belgii i Francji.

Wydaje się, że tym przełomowym wydarzeniem była druga pielgrzymka Jana Pawła II do Polski w dniach 16–23 czerwca 1983 r. Na zakończenie transmitowanej przez telewizję mszy na krakowskich błoniach ponaddwumilionowy tłum zgodnie odśpiewał „Boże, coś Polskę” z zakończeniem „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie”, z rękoma wzniesionymi w kształcie litery „V” na znak zwycięstwa. Jeśli oglądał to marszałek Kulikow, który tak „lubił” papieskie pielgrzymki do Polski, to musiał dojść do wniosku, że nie przeprowadzi wojsk drugiego rzutu przez Polskę nie tylko w tydzień, ale nawet w miesiąc. W liście do czechosłowackiego ministra obrony, oceniającym ćwiczenia Sojuz-83 z 2 sierpnia 1983 r., Kulikow pisał jak ktoś, kto właśnie stracił wiarę w sukces planowanej od lat operacji.

Lekcja, jakiej udzielili Sowietom Polacy pod wodzą Jana Pawła II, sprawiła, że Moskwa porzuciła plany wojskowej konfrontacji i zdecydowała się na pierestrojkę relacji z Zachodem. Jak zauważył papież, „pierestrojka to lawina, którą myśmy spowodowali i która potoczy się dalej. Bez Solidarności by jej nie było”.

Jan Paweł II w czerwcu 1999 r. stwierdził w przemówieniu przed polskim sejmem, że wydarzenia w Polsce w latach 1980–1989 przyniosły „nie tylko upragnioną wolność, ale w sposób decydujący przyczyniły się do upadku murów, które przez niemal półwiecze oddzielały od wolnego świata społeczeństwa i narody naszej części kontynentu. Te historyczne przemiany zapisały się w dziejach jako przykład i nauka, że w dążeniu ku wielkim celom życia zbiorowego człowiek, krocząc swym historycznym szlakiem, może wybrać drogę najwyższych aspiracji ludzkiego ducha. Może i powinien przede wszystkim wybrać postawę miłości, braterstwa i solidarności, postawę szacunku dla godności człowieka, a więc te wartości, które wtedy zadecydowały o zwycięstwie bez jakże groźnej konfrontacji atomowej”.

Podsumowując, można powiedzieć, że Polacy nie powinni skąpić datków na dokończenie budowy świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Taki hołd, jaki złożyli papieżowi górale w 1997 r., powinni złożyć wszyscy Polacy. Z okazji zbliżającej się kanonizacji warto rozważyć np. budowę w Krakowie kopca Jana Pawła II na wzór kopca Kościuszki i Piłsudskiego. Sejm RP powinien uhonorować i wspomóc weteranów Solidarności, gdyż to ich pokojowa walka o niepodległość w latach 1980–1989 zapobiegła wojnie jądrowej w Europie i przyczyniła się do pokonania imperium.

http://niezalezna.pl/42450-ile-dywizji- ... i-vs-rosja

____________________________________
Ojczyznę wolną pobłogosław Panie.


18 cze 2013, 17:23
Zobacz profil
Site Admin
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA21 paź 2006, 20:09

 POSTY        6649

 LOKALIZACJATriCity
Post Re: Historia
Telewizja ZDF, producent filmu "Nasze matki, nasi ojcowie", wyemituje film dokumentalny o AK

Obrazek
Plakat w Warszawie - protest przeciw emisji filmu.

Niemiecka telewizja publiczna ZDF wyemituje w niedzielę film dokumentalny o niemieckiej okupacji w Polsce ze szczególnym uwzględnieniem roli Armii Krajowej. To odpowiedź na polskie zarzuty wobec negatywnego wizerunku AK w serialu "Nasze matki, nasi ojcowie".
Autorami dokumentu są pochodzący z Polski filmowiec Andrzej Klamt oraz dziennikarz ZDF Alexander Berkel - poinformował ZDF w oświadczeniu prasowym. Stacja telewizyjna w Moguncji przypomniała, że pokazany po raz pierwszy w marcu trzyczęściowy film spotkał się z krytyką w Polsce ze względu na przedstawienie żołnierzy AK jako antysemitów. Przygotowany obecnie dokument ma być "opartym na historycznych faktach przyczynkiem do dyskusji" - czytamy w oświadczeniu.

Zrealizowany przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej ZDF trzyczęściowy film pokazuje II wojnę światową przez pryzmat losów pięciorga młodych mieszkańców Berlina. Akcja serialu zaczyna się w przeddzień ataku III Rzeszy na ZSRR, a kończy kapitulacją Niemiec w 1945 roku. Oburzenie polskiej opinii publicznej wzbudziło przedstawienie przez twórców filmu żołnierzy Armii Krajowej jako zagorzałych antysemitów. W pierwszej połowie tego tygodnia TVP pokazała kontrowersyjny film polskim telewidzom, wywołując kolejną falę dyskusji.
"Wojna Hitlera uderzyła, i to z największym impetem, najpierw w Polskę. Żaden inny naród nie złożył podczas w II wojny światowej - w stosunku do liczby ludności - tak wielkiej daniny krwi. Od samego początku w podziemiu powstawał opór przeciwko okupantom. Dramat nierównej walki w okupowanej przez Niemców Polsce autorzy opisują w oparciu o najnowsze różnorodne wyniki badań" - zapowiada ZDF.

"Dokument ma pokazać też reakcje AK i mieszkańców okupowanego kraju na Holokaust popełniony przez Niemców na Żydach.
- W żadnym innym kraju ilość osób, które z narażeniem własnego życia ratowały Żydów, nie była tak duża, mimo że także w Polsce istniały obojętność i antysemityzm" - napisali autorzy oświadczenia.
Dokument nadany zostanie w niedzielę o godz. 23.20. Kanał ZDFinfo pokaże film dodatkowo w poniedziałek 24 czerwca o 20.15.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html

____________________________________
Nie jesteś tym, kim myślisz, że jesteś - lecz tym, kim się stajesz, gdy myślisz kim jesteś.


21 cze 2013, 20:18
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA23 sie 2009, 08:34

 POSTY        3351
Post Re: Historia
"Gospodarz leżał na podwórzu koło psiej budy, miał odpiłowane lub odrąbane ręce i nogi, obok wielka kałuża krwi.
Już nie krzyczał, ale żył jeszcze, świadczyły o tym konwulsyjne drgania kadłuba.
W dniu śmierci miał 42 lata. Jego żona Hanna – lat 36, córki: Kazimiera – lat 10, Leokadia – lat 7, Regina – lat 3, leżały nieco dalej w kurzu i krwi. Zostały potraktowane podobnie jak Siatecki",

rozpoczyna swoją opowieść Jadwiga Kozioł. W dniu masakry rodzinnego Mogilna miała 16 lat.

Obrazek

Dzieci Wołynia
Widziały, jak banderowcy męczą i zabijają ich rodziców i rodzeństwo. Te wspomnienia to przerażające świadectwo okrucieństwa dorosłych.


"Gdy przyszliśmy na miejsce, mózg i jedna połowa głowy wciąż leżały na drodze, a pozostała część ciała niedaleko w kartoflisku. Liczyłem, ile rzędów rosnących ziemniaków przebiegł ten człowiek z połową głowy, było ich aż 14. Po chwili poszliśmy dalej na podwórko i tam zobaczyliśmy na trawie ciało ich matki, lat ok. 70. Leżała z rozłożonymi rękami, ledwie w samej koszulinie, znać było wyraźnie dwie rany postrzałowe na piersiach", opisywał pacyfikację Ułanówki Marian Sikorski, wówczas niespełna 10-latek.

Liczbę ofiar ukraińskiego ludobójstwa szacuje się na ok. 100 tys. (inne szacunki mówią o 200 tys.). Ile z nich to dzieci? Wciąż nie wiadomo. Wiemy jedynie, że podczas mordów na ludności polskiej nie oszczędzano nikogo, nawet najmłodszych. Ci, którzy przeżyli, dają przerażające świadectwo okrucieństwa dorosłych. Wśród wielu wspomnień z Wołynia i Galicji Wschodniej najbardziej wstrząsające są relacje dzieci. Chociaż historie te zostały spisane często dekady po tragicznych wydarzeniach z lat 1943-1945, nadal jest w nich świat widziany oczami kilku- i kilkunastolatków. Sielski świat dzieciństwa brutalnie zburzony przez wybuch wynaturzonego nacjonalizmu.

Sami swoi
Wielu urodzonym na początku lat 30. ostatnie chwile przed wybuchem wojny mogły się wydawać czasem błogiego spokoju. Nic nie zapowiadało nadchodzącej burzy. "Mieszkańcy wsi – wspominał 13-latek z Woli Ostrowieckiej na Wołyniu – żyli zgodnie i przyjaźnie, zarówno między sobą, jak i z mieszkańcami sąsiednich wsi ukraińskich. Pamiętam, że jako pastuch krów przyjaźniłem się z chłopcami i dziewczynami – pastuchami Ukraińcami".
Także Czesław Filipowski przedstawiał swoje wczesne dziecięce lata raczej jako polsko-ukraińską wersję "Samych swoich" niż wojenny dramat. Urodzony w 1932 r., do wybuchu wojny wychowywał się we wsi Wolica, gdzie mieszkało niemal tyle samo Polaków, ile Ukraińców. "Z tego, co pamiętam, żyliśmy w zgodzie – pisał wiele lat później. – Ponieważ nasi sąsiedzi nie mieli dzieci, sąsiadka częstowała mnie nierzadko domowymi wypiekami lub owocami z ogrodu. Od czasu do czasu pomagaliśmy sobie. Drobne nieporozumienia zdarzały się wówczas, gdy kury sąsiada rozdrapały świeżo zasianą grządkę lub gdy do ogrodu wdarła się świnia".

Jednak nadchodząca wojna dorosłych nie oszczędziła dzieci. Stanisław Ciołek wspominał, jak jeszcze we wrześniu 1939 r. nieopodal jego rodzinnych Kut ukraińscy nacjonaliści rozbroili, a następnie zamordowali grupę polskich żołnierzy. W odwecie oddział żandarmerii zawrócił z Rumunii i po sądzie wojennym powiesił winnych zbrodni. Wszystko to działo się na oczach kilkuletniego wówczas Stasia i innych dzieci – polskich i ukraińskich. W ten sposób antagonizmy dorosłych przechodziły na najmłodszych.

Zapomniane zbrodnie na Wołyniu
Przekonał się o tym wkrótce siedmioletni Władysław Kaniuk z Hatowic. "My, jako małe dzieci – pisał – byliśmy przez rówieśników ukraińskich wyśmiewani, popychani i bici, a przez starszych opluwani i wyzywani od najgorszych". Jednak do połowy 1941 r. relacje Polaków z Ukraińcami – choć dalekie od idealnych – przeważnie wolne były od aktów bezpośredniej agresji. Sytuację dodatkowo stabilizowała obecność niemieckich żołnierzy, którym na rękę był względny spokój.
Dopiero wraz z wymarszem Wehrmachtu dalej na wschód krucha równowaga została zburzona. "Pamiętam, jak w 1942 r. – wspominał Kaniuk – w okresie odlotu bocianów, patrząc na ptaki, które obsiadły drzewa, zostałem poczęstowany wiązką przez dorosłego Ukraińca, który m.in. wrzeszczał, żebym lepiej zaglądał swojej matce pod spódnicę, a nie gapił się na bociany. Niedługo po tym znalazłem mojego ulubionego pieska, foksterierka, z poderżniętym gardłem".

Od szykan do mordów
Represje wobec Polaków, w tym dzieci, przechodziły stopniowo od szykan do gwałtów i morderstw. Urodzony w 1936 r. Franciszek Filipowski pamiętał, jak w wieku sześciu lat rozpoczął naukę w jednoizbowej szkole, gdyż budynek, gdzie dotychczas mieściła się polska placówka, zajęli Ukraińcy. "Będąc w drugiej klasie – wspominał – do szkoły chodziłem tylko na początku roku szkolnego, ponieważ pewnego dnia nauczyciel zebrał wszystkich uczniów (…), odesłał nas do domów i wyjechał do Lwowa. Był to rok 1943 – jesień".
Jeszcze wcześniej, bo pod koniec 1942 r., z morderczą polityką UPA zetknął się Władysław Kaniuk. Rychło się przekonał, że poderżnięte gardło jego psa było tylko zapowiedzią eskalacji nienawiści wobec polskiej ludności. "Początkowo – mówił – członkowie UPA, zwani banderowcami, przychodzili po swoje ofiary nocą. Zaczęliśmy więc ukrywać się nocami. UPA ogłosiła wkrótce listę Polaków do likwidacji, na której nasz ojciec znalazł się na drugim miejscu, m.in. za to, że stawał w naszej obronie".

Podobne wspomnienia z tego okresu ma Czesław Filipowski. "Noce spędzaliśmy różnie. W stodołach i stajniach polskich lub ukraińskich, często bez wiedzy gospodarzy". Jego kuzyn z Wolicy, Franciszek Filipowski, pamiętał, że "jeszcze przed głównym napadem chowaliśmy się na noc do przygotowanych schronów. Najbardziej obawialiśmy się, że w nocy zacznie płakać najmłodszy brat Janek, który w tym czasie miał niecałe dwa lata. Ale on też widocznie rozumiał chwile grozy, ponieważ gdy na noc szliśmy spać do któregoś ze schronów, był bardzo spokojny".

Ta nocna zabawa w chowanego ze śmiercią nie mogła trwać wiecznie. Tym bardziej że topniała liczba bezpiecznych miejsc i osób, które były gotowe zaoferować pomoc. Za ukrywanie Polaków groziła śmierć, co nacjonaliści z UPA egzekwowali z całą bezwzględnością. Do rzadkości należały więc takie historie jak ta opowiedziana przez Celestynę Litwińczuk ze wsi Latacz. Dziewczynka wraz z całą rodziną ukryła się w gospodarstwie należącym do ukraińskiej sąsiadki. "Wtedy do mieszkania weszło kilku uzbrojonych ludzi z pomalowanymi twarzami na czarno i czerwono – relacjonowała. – To byli banderowcy. Na szczęście zaraz za nimi wbiegła jakaś młoda kobieta, córka albo synowa starszej Ukrainki, która mnie przyjęła, i zagadała tych mężczyzn, zabierając ich do drugiego mieszkania". Dzięki temu rodzina Litwińczuków ocalała.

Były również przypadki – co prawda jednostkowe – pomocy ze strony samych członków UPA. Tak przeżyła masakrę swojej wioski siostra Tadeusza Bagińskiego, która zwierzyła się bratu: "Gdy dopadł mnie ten banderowiec i skierował lufę karabinu w moją stronę, zaczęłam go prosić, by darował mi życie, mówiłam mu, że jestem niewinna i mała, a on przecież też ma na pewno w moim wieku córkę lub siostrę". Najwyraźniej słowa te podziałały na sumienie Ukraińca. Rozkazał dziewczynce położyć się, a sam strzelił w powietrze, aby ludzie z jego oddziału nie nabrali podejrzeń.

Przerażający widok
Przejawy miłosierdzia zdarzały się jednak niezwykle rzadko. Częściej dzieci stawały się mimowolnymi świadkami okrutnych zbrodni, także na najbliższych. "Obudziły mnie strzały, krzyki i dziwna jasność w pokoju – wspominał napaść UPA na swoją wioskę Czesław Filipowski.
– Przerażał mnie trzask ognia, strzały i przejmujący ryk palącego się bydła, rżenie koni i kwik świń. Z tymi odgłosami mieszał się krzyk przerażonych dzieci, szloch dorosłych".
Cisza nastała dopiero rano. "Widok był przerażający – kontynuował Filipowski. – Góry spalonego mięsa, a wokół biegające ocalałe psy. Swąd spalonych skór i mięsa nie pozwalał oddychać. (…) Na ziemi leżała mama. Miała nadpaloną prawą nogę, rękę, policzek i odzież. Ten widok mnie poraził. Stałem w szoku i wydawało mi się, że nic nie czuję".

O śmierć otarł się również Czesław Wasiuk. W sierpniu 1943 r., kiedy do jego rodzinnej wsi wkroczyli Ukraińcy, miał zaledwie siedem lat. Mężczyzn zamknięto w szkole, natomiast kobiety i dzieci wyprowadzono na okoliczną polanę. "Później jeden Ukrainiec – opowiadał Wasiuk – wziął 10 osób od czoła, wyprowadził dalej na ściernisko, kazał się kłaść i zabijał bagnetem na karabinie. Z następną dziesiątką zrobił to samo". Wasiuk przeżył tylko dlatego, że zemdlał i uznano go za zabitego. Jego rodzina nie miała tyle szczęścia: "Popatrzyłem na matkę, nie miała lewego ramienia. Brat leżał z drugiej strony matki, a siostra w poprzek z otwartymi oczami".
Najmłodsi byli także głównymi świadkami (i ofiarami) masakry we wsi Chrynów. Ten jeden z najbrutalniejszych epizodów ukraińskiego ludobójstwa rozpoczął się 11 lipca 1943 r. Wczesnym rankiem w miejscowym kościele kilkudziesięciu partyzantów z UPA uwięziło niemal 200 Polaków, w większości kobiety i dzieci. Następnie otoczyli świątynię i zaczęli ją ostrzeliwać z broni maszynowej. Wśród pierwszych ofiar znalazł się m.in. proboszcz Jan Kotwicki, który próbował uciec bocznym wyjściem i wezwać pomoc. Po pewnym czasie do kościoła wrzucono granaty. Na końcu budynek podpalono, jednak wiatr szybko zdusił ogień. W niespełna dwie godziny z rąk ukraińskich nacjonalistów zginęło ok. 150 mieszkańców wsi.

Bezpośrednim uczestnikiem wydarzeń był wówczas 18-letni Zygmunt Abramowski. "W świątyni – relacjonował – bez przerwy ostrzeliwanej (…) trwał krzyk, jęki i rozdzierający uszy wrzask dzieci. Ksiądz od ołtarza, w szatach liturgicznych, wraz z kobietami uciekał przez zakrystię, ale na zewnątrz wszyscy zostali zabici. (…) Po jakimś czasie w kaplicy pozostali już tylko zabici i ranni. Banderowcy, widocznie czymś spłoszeni, wycofali się do lasu w pobliżu kaplicy. (…) Wokół kaplicy i na ścieżce do organistówki leżało wiele trupów kobiet i dzieci, ranni czołgali się w zboża".

Tego samego dnia, 11 lipca 1943 r., rzezie na podobną skalę miały miejsce w wielu innych wołyńskich wsiach, m.in. w Zabłotcach, Kisielinie i Porycku. W tym ostatnim UPA powieliła scenariusz z Chrynowa, zabijając niemal pół tysiąca Polaków. Napastnicy nie przepuścili nawet dawno zmarłym, wysadzając w powietrze XIX-wieczne katakumby Czackich i bezczeszcząc ich zwłoki.
Ryszard Jezierski, który był wtedy kilkuletnim chłopcem, przeżył masakrę, bo wraz z ojcem schował się w wieży kościelnej. Kiedy w końcu zdecydowali się opuścić kryjówkę, ich oczom ukazały się dantejskie sceny. "Dużo ludzi leżało w kałużach krwi, inni klęczeli, jeszcze inni wołali o pomoc – wspominał. – Ojciec pociągnął mnie w kierunku zakrystii. Ale by tam dojść, musieliśmy przejść przez kałużę krwi, w której leżały trzy kobiety. Jak mi się zdawało, była to matka z córkami. Ojciec wziął mnie na ręce i przeniósł, by nie nadepnąć na leżące kobiety".

Cisza po zbrodni
Liczba ofiar ukraińskiego ludobójstwa rosła lawinowo. Tylko 30 sierpnia 1943 r. oddziały OUN-UPA wymordowały ponad tysiąc polskich i żydowskich mieszkańców dwóch wołyńskich wsi – Ostrówki i Woli Ostrowieckiej. Jednym z nielicznych, którzy ocaleli z tej masakry, był 13-letni Aleksander Pradun. Razem ze wszystkimi został zaciągnięty na polanę, gdzie od rana działały plutony egzekucyjne.
"Strzały zaczęły zbliżać się do mnie – relacjonował. – Bliziutko padł strzał, bo poczułem podmuch powietrza. To musiało być w ciotkę, słyszałem mocne charczenie. (…) Następny strzał pada w mamę. Ziemia rozbryzguje się po mojej głowie. (…) Poczułem, że mamy ręka przyciska mnie mocniej do siebie, potem ciało zaczęło się rozluźniać, bo ręka mamy zaczęła słabnąć łagodnie i tak pozostała bez ruchu. (…) Po tej krótkiej scenie mordu zapadła krótka cisza i nagle znów słyszę, jak układają się w naszych nogach następne ofiary, płaczące i rozpaczające. Kiedy znów usłyszałem wystrzały z tyłu, zacząłem w duchu modlić się i prosić Boga o przeżycie tych potworności".
Tego poniedziałku zginęła cała rodzina Aleksandra Praduna. On sam zdołał przeżyć, chowając się pod ciałami pomordowanych krewnych. Dołączył w ten sposób do tysięcy osieroconych polskich dzieci.

Równie bolesny był los rodziców, którym ukraiński nacjonalizm zabrał potomstwo. Marianna Soroka z Woli Ostrowieckiej, w 1943 r. matka pięciorga dzieci, 30 sierpnia wraz z nimi została zaciągnięta do stodoły, gdzie już wcześniej stłoczono część mieszkańców wsi. "Wielu zginęło od pierwszych strzałów – mówiła. – Trójka moich dzieci: Stanisław, Janek i Leon zostali zabici przez Ukraińców – morderców. Ja zaś ze swoim najmłodszym synkiem na ręku wybiegłam ze stodoły. Biegłam, biegłam. Usłyszałam huk i w tym samym czasie okropny krzyk mojego dziecka Józia". Z piątki synów Marianny Soroki przeżył tylko 12-letni Edward, który zdołał ukryć się w zaroślach.

Ludobójstwo na Wołyniu i w całej Galicji Wschodniej pochłonęło życie trudnej do oszacowania liczby dzieci, w tym niemowląt. Poza Holokaustem był to pierwszy przypadek, kiedy najmłodsi na równi z dorosłymi stali się celem masowych mordów. Fanatyczny nacjonalizm pragnął bowiem Ukrainy wolnej od wszystkich Polaków, bez względu na ich wiek. Dzieci cierpiały jednak podwójnie. Nie tylko ginęły i widziały śmierć najbliższych. Brutalnie zabijano w nich też niewinność, której – nawet jeśli przeżyły – już nigdy nie odzyskały.

Wykorzystane cytaty pochodzą głównie z opracowanych przez dr Lucynę Kulińską trzech tomów wspomnień Dzieci Kresów, Wydawnictwo Jagiellonia, Kraków 2006-2009.

Źródło:
http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/dzieci- ... omosc.html

Na Wołyniu zabijano dwa razy: od siekier Ukrainców i przez wymazanie z ofiar pamięci.

Tak się zastanawiam: o Katyniu oficjalnie panowała cisza przez prawie 50 lat.  Ale szeptano między sobą o zamordowanych polskich oficerach przez Rosjan. A dlaczego o Wołyniu - 5-krotnie większej i nieporównywalnie okrutniejszej zbrodni jeszcze 10-15 lat temu było cicho? Tamci w Katyniu byli zabici strzałem w tył głowy. A ci na Wołyniu, którzy zostali zabici jednym ciosem siekiery byli szczęsliwcami - ogromna większość była zamordowana w nieludzki sposób.
I drugie pytanie: Niemcy byli mordercami, wiadomo. Ale nawet oni nie byli aż takimi bestiami jak Ukraińcy! Dlaczego Ukraińcy skoro już pozbawiali życia, to nie zabijali jak ludzie ludzi, tylko jak okrutne bestie?
Na te pytania nie znajduję odpowiedzi.

____________________________________
Videtur et hoc mihi Platforninem non debere esse
Poza tym uważam że Platformę należy zniszczyć
/Katon starszy/


11 lip 2013, 21:22
Zobacz profil
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA19 lut 2008, 15:23

 POSTY        429
Post Re: Historia
Warto przeczytać o tym, czego bronią polskojęzyczni mentalni bolszewicy. Powinni mieć wypalone gwiazdy z sierpem na swym głupim czole.

Oryginał http://niezalezna.pl/43554-johann-decyzja-warszawskiego-sadu-o-historycznym-znaczeniu

Johann: decyzja warszawskiego sądu o historycznym znaczeniu!


Dodano: 12.07.2013 [20:55]
​Johann: decyzja warszawskiego sądu o historycznym znaczeniu! - niezalezna.pl

Decyzja sądu ma ogromne znaczenie. Mimo istnienia w Konstytucji zapisów o zakazie propagowania symboli komunistycznych w Polsce, w naszym kraju jest ich jeszcze wiele. Teraz nareszcie, powołując się na wyrok sądu, będziemy mieli mocny argument na rzecz ich likwidacji – mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Olga Johann, wiceprzewodnicząca Rady Warszawy, przedstawicielka Fundacji „Pamiętamy”.

Pomnik „Wdzięczności Armii Radzieckiej” (tzw. „Czterech Śpiących”), pomnik Zygmunta Berlinka oraz pomnik „Braterstwa Broni” w Parku Skaryszewskim (wszystkie znajdują się na warszawskiej Pradze) to jedne z głównych symboli komunistycznych, które zachowały się w polskiej stolicy.

Dziś portal tvp.info poinformował o postanowieniu, wydanym 2 lipca br. przez sędzię Ewę Grabowską z Sądu Rejonowego dla Warszawy Pragi Północ, ws. dwóch mężczyzn oskarżonych o zdewastowanie 17 września 2011 r. pomników „Wdzięczności Armii Radzieckiej” i „Braterstwa Broni”.

Sędzia Grabowska postępowanie wobec mężczyzn umorzyła, ale musiała również zweryfikować, czy dopuścili się oni „znieważania pomników”. „Obiekty „Wdzięczności Armii Radzieckiej” oraz „Braterstwa Broni” nie spełniają definicji pomnika (…) Te wymuszone pomniki, (…) są jedynie symbolem komunizmu, zakłamanej historii z dziejów Polski oraz namacalnym symbolem sowieckiej okupacji. Powinny też zostać rozebrane” – takie sformułowania według ustaleń portalu tvp.info, znalazły się w postanowieniu sądu.

W opinii radnej Johann, od lat walczącej o usunięcie symboli komunistycznych z warszawskich ulic, decyzja sędzi Grabowskiej ma ogromne znaczenie i stwarza korzystny precedens prawny. Daje kolejny silny argument na rzecz likwidacji komunistycznego „dziedzictwa” w Polsce.

– Na przykład, od dłuższego czasu posiadamy pozytywną opinię prof. Andrzeja Kunerta, sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Stwierdził on w dokumencie, że pomnik „Czterech Śpiących” należy przenieść na warszawski cmentarz żołnierzy sowieckich. Jednak pani prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz, z niewiadomych przyczyn, zwleka z decyzją w tej sprawie – mówi Olga Johann portalowi niezalezna.pl. Radna uważa, że decyzja sędzi Grabowskiej przyspieszy proces dekomunizacji warszawskiej stolicy. – Aby tylko jak najwięcej osób dowiedziało się o tej decyzji sądu – dodaje radna PiS.


13 lip 2013, 12:50
Zobacz profil
Znawca
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA27 lis 2006, 19:05

 POSTY        127
Post Re: Historia
Dziwi mnie jednak to, że Gazeta Niezależna nie potrafi prawidłowo napisać nazwiska generała " Zygmunta Berlinka" właściwie  Zygmunta Berlinga. Osoba ta jest przykładem przemiany z patrioty w zdrajcę więcej http://pl.wikipedia.org/wiki/Zygmunt_Berling.

Odnosząc się do tragedii wołyńskiej, nie należy zapominać o złotoustym Bronisławie będącym  magistrem historii i byłym prezesem koła historycznego UW, który stwierdził, że

" Mówią o tym te tablice, zawierające nazwy ponad dwóch tysięcy wsi, miejscowości na dawnych kresach Drugiej Rzeczypospolitej, gdzie zginęło co najmniej pięciu Polaków."  (http://pl.wikipedia.org/wiki/70._rocznica_Rzezi_Wołyńskiej")

Tuningowana wersja tego przemówienia na stronie Prezydenta RP wygląda tak:

"Mówią o tym te tablice, zawierające nazwy ponad dwóch tysięcy wsi, miejscowości na dawnych kresach Drugiej Rzeczpospolitej, gdzie (w każdej z nich) zginęło co najmniej pięciu Polaków."
(http://www.prezydent.pl/aktualnosci/wyp ... skiej.html"

Zaś na Youtubie można wysłuchać wypowiedzi dotyczącej pogromu "co najmniej pięciu Polaków" http://www.youtube.com/watch?feature=pl ... vATOzvs1Zw


13 lip 2013, 14:06
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA10 lis 2006, 08:34

 POSTY        3317
Post Re: Historia
Rzeź wołyńska to „czystka etniczna"
czyli
Świat według PO.


W piątek sejm przyjął uchwałę w sprawie zbrodni wołyńskiej, w której oddał hołd dziesiątkom tysięcy Polaków bestialsko pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. Zbrodnię określił jako „czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa”

Obrazek

"W lipcu 2013 r. przypada 70. rocznica apogeum fali zbrodni, których na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej dopuściła się Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zorganizowany i masowy wymiar zbrodni wołyńskiej nadał jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa. W latach 1942-1945 na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej ofiarą zbrodni padło ok. 100 tys. obywateli polskich. To tragiczne doświadczenie powinno być przywrócone pamięci historycznej współczesnych pokoleń" - brzmi uchwała Sejmu RP.
(Zgodnie z konwencją ONZ z 1948 r. "ludobójstwem jest którykolwiek z (...) czynów dokonanych w zamiarze zniszczenia w całości lub w części grup narodowych, etnicznych rasowych lub religijnych".)

11 lipca nie będzie dniem upamiętniającym zbrodnię wołyńską
Sejm nie zgodził się na ustanowienie 11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej - Męczeństwa Kresowian. Posłowie nie przyjęli w tej sprawie wniosku mniejszości zgłoszonego przez PiS ani poprawki SP do projektu uchwały ws. 70. rocznicy rzezi wołyńskiej. Za przyjęciem wniosku mniejszości głosowało w piątek 178 posłów, 259 było przeciw, 1 wstrzymał się od głosu. W sprawie poprawki SP głosy rozłożyły się następująco:  208 za, 230 przeciw, 2 wstrzymujące się.

Wybrane komentarze:



11 lipca Dniem Pamięci Ofiar Zbrodni Wołyńskiej!!!! Chcecie czy nie!!!! Są granice wasalizmu i poddaństwa! Służycie Polsce czy Banderowcom??? To jest najzwyklejsze łajdactwo względem 150 000 zamordowanych podczas tej rzezi Polaków!
~Wołyniak

panie Sikorski czyli holocaust to też czystki etniczne o znamionach ludobójstwa , kiedy pańska partia podejmie stosowna uchwałę?
~3434

HOLOKAUST-----czystka etniczna o znamionach ludobójstwa ?  
Czy Sikorski jest ministrem rządu Polski czy jakiego kraju ?
ala

Zgadzam się w pełni z opinią "Czytelnika". Taką uchwałę mogli przegłosować tylko zdrajcy narodu! Sikorski chciał zastosować ukraińskie metody ludobójstwa wobec PIS-u mówiąc "wyrżnąć watahę". W tym kontekście dla tej postkomunistycznej swołoczy życie polskich obywateli nic nie znaczy. Tą najpotworniejszą w dziejach Polski rzezią Polaków wykorzystują do partykularnych celów politycznych. Bulwersujące są dzisiejsze komentarze misteriowych mediów, które oczywiście atakują przeciwników tej uchwały a szczególnie posła Solidarnej Polski który ujawnił ,że w PO jest poseł Sycz którego ojciec brał udział w mordowaniu innych Polaków!!!!. Taki wściekły atak pokazała Trójce niejaka Michniewicz, postkomunistyczna aktywistka. W mojej ocenie to medium i ta osobniczka wykazuje wyjątkowe chamstwo i arogancję, zachowuje się prymitywny sekretarz dawnej PZPR. To są degeneraci i zwyrodnialcy, którzy hańbią Polaków i Polskę.
~doniek

Krew pomordowanych od tej pory także będzie na ich rękach. Decyzja PO żeby tak głosować jest wyrachowana politycznie i wg wskazówek które Tusk przywiózł z Brukseli. Dla nich to kolejny rynek taniej siły roboczej, do której tylko trzeba znieść granicę. Dlatego PO-lacy swoją uchwałą PO-stanowili wylizać d... ukraińskim bandziorom. Czystka etniczna - jak to pięknie brzmi ? Niestety dla Polski to niezbyt szczęśliwe rozwiązanie bo jak Ukraina wejdzie do Unii czyli także do strefy Schengen, to będzie strach wyjść na ulice które opanują ukraińscy bandyci handlarze i żebracy. Oni już zacierają ręce na myśl że ten "raj" jaki mamy w Polsce a nawet ten na Zachodzie będzie już niedługo w ich zasięgu. Wiadomo większość zatrzyma sie dopiero u Niemców ale ci co zostaną u nas będą najgorsi. Być mozę im sie znów zamarzy nadziewać na sztachety polskie dzieci, obcinać głowy siekierami, wydłubywać oczy. Obym się mylił, ale nie ma narodu bardziej fałszywego w naszym sąsiedztwie niż Ukraińcy. Od dawna sie mówiło że na Bugu kończy sie cywilizacja. Nie są winni prości ludzie tylko politycy którym zamarzyło sie rządzić wielkim krajem w którym nadal chodzi sie do wychodka za stodołą a wódka jest tańsza od Coca coli.... Politycy dla których Bandera to bohater narodowy a OUN czy UPA to organizacje wyzwoleńcze. Tfu, na pohybel nam taka przyjaźń i sąsiedzi. Myślę że oni najpierw powinni przeprosić a nie stawiać pomniki bandytom i mordercom kolaborującym z hitlerowcami, którego to wątku jakoś nikt nie porusza chyba ze względu na PO-kręconą PO-prawnośc polityczną. Patrząc z perspektywy czasu to właśnie Niemcy wyręczyli się ukraińskimi bandytami żeby oczyścić rozległe ziemie na wschodzie tylko brakło im czasu żeby je zagospodarować po swojemu.
ciemnogrodzian


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title, ... omosc.html

____________________________________
"Demokracja to cztery wilki i owca głosujące o obiedzie" R.A.Heinlein


Ostatnio edytowano 13 lip 2013, 19:36 przez kominiarz, łącznie edytowano 1 raz



13 lip 2013, 19:35
Zobacz profil
Zawodowiec
Avatar użytkownika

 REJESTRACJA23 sie 2009, 08:34

 POSTY        3351
Post Re: Historia
Ludobójstwo na Wołyniu

Strona nie ma charakteru politycznego i nie jest wymierzona w obywateli Ukrainy
(Головним є не політичний характер і не орієнтовані на громадян України)

(uwaga drastyczne zdjęcia-jeśli nie jesteś odporny, to opuść tę stronę)
      
Ludobójstwo na Wołyniu - określenie szeregu akcji nacjonalistów ukraińskich skierowanych przeciwko ludności polskiej i czeskiej zamieszkującej na Wołyniu. Podczas ciągnących się od 1942 do 1944 roku napadów, nasilonych w lecie 1943 roku, wymordowano około 100 tysięcy Polaków oraz kilka tysięcy Ukraińców.

Ofiary Wołynia

Załącznik:
ofiary Wołynia.JPG



Akcja zainicjowana była przez działaczy OUN-B (banderowcy) i wykonywana przede wszystkim przez formacje UPA wspomagane przez chłopów. Dużą role w podżeganiu do zbrodni odegrał kler grekokatolicki. Księża grekokatolicy, którzy odmawiali nawoływania do zbrodni byli także mordowani. Metropolita grekokatolicki Andrzej Szeptycki wydał co prawda 21 listopada 1942 list pasterski Nie zabijaj, jednak nie spowodował on prawie żadnej reakcji ze strony nacjonalistów.
Najwięcej mordów, dokonanych w lecie 1943 roku, odbywało się w niedziele. Ukraińcy wykorzystywali fakt, że ludność polska gromadziła się podczas mszy w kościołach, więc często kościoły były otaczane, a wierni przed śmiercią częstokroć byli torturowani w okrutny sposób (np. przecinanie ludzi na pół piłą do drewna, wyłupuwanie oczu, palenie żywcem). 11 lipca 1943 miał miejsce skoordynowany atak na dziesiątki polskich miejscowości, w całym zaś lipcu na co najmniej 530 polskich wsi i osad. Pod hasłem Śmierć Lachom zginęło wówczas kilkanaście tysięcy Polaków. Bardzo trudno dziś określić dokładnie liczbę pomordowanych Polaków. Jest to często wynikiem faktu, że niektóre miejscowości zostały zrównane z ziemią, a ich mieszkańcy wymordowani do ostatniego człowieka. Ostrożne szacunki poparte materiałem dowodowym, w postaci relacji tych , którzy przeżyli, pozwalają określić straty polskie na Wołyniu na ok. 60 tys. pomordowanych.

Kaci Wołynia
Załącznik:
Kaci Wołynia.JPG


Pomniki katów Wołynia[/size]

Załącznik:
Pomniki katów Wołynia.JPG


W 1944 bandy UPA przeniosły ciężar swych działań na Ziemię Lwowską i Podole, liczniej niż Wołyń zamieszkałe przez Polaków.
Straty w Małopolsce Wschodniej (województwa : lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie) są trudne do oszacowania ze względu na brak (wówczas i obecnie) możliwości zinwentaryzowania tych zbrodni. Są to liczby wielokrotnie wyższe, co pozwala określić ogólną liczbę polskich ofiar nacjonalistów ukraińskich na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej na ok. 200 tys. osób.
Polacy bronili się, ale, będąc mniejszością (zwłaszcza na Wołyniu), nie mieli większych szans. Do obrony stanęły oddziały Armii Krajowej oraz innych organizacji podziemnych, ale największą rolę odegrały polskie oddziały samoobrony. Do historii przeszła samoobrona w Przebrażu, w którym schroniło się ok. 20 tysięcy Polaków.
W 1944 walki z nacjonalistami ukraińskimi prowadziła także 27 Wołyńska Dywizja Armii Krajowej. Po zajęciu tych terenów przez zwycięskie wojska sowieckie Polacy zaczęli wstępować, za zgodą miejscowych komend AK, do tworzonych przez władze sowieckie Istriebitielnych Batalionów, które w dużym stopniu przyczyniły się do uratowania życia i mienia tysięcy ocalałych z pogromu Polaków.
Nacjonaliści ukraińscy mordowali także Ukraińców i Czechów nieprzychylnych UPA, pomagającym Polakom bądź współpracujących z ZSRR w roku 1941. Są oni obecnie często traktowani przez propagandę jako ofiary polskiej akcji odwetowej. Dużo ofiar było też wśród osób z małżeństw mieszanych. Mordowano przede wszystkim dzieci i jednego z małżonków. Często zmuszano np. męża Ukraińca do zabicia własnych dzieci i żony, odmowa karana była śmiercią.
Polacy przeprowadzali akcje odwetowe lecz ich zasięg i skala były nieporównywalne. Większość Polaków z Wołynia walczyła bowiem na różnych frontach i na miejscu pozostali głównie starcy, kobiety i dzieci.

Pomnik ofiar Wołynia

Obrazek

Obrazek


Całość: http://www.prawica.net


 Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.

____________________________________
Videtur et hoc mihi Platforninem non debere esse
Poza tym uważam że Platformę należy zniszczyć
/Katon starszy/


17 lip 2013, 18:48
Zobacz profil
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Odpowiedz w wątku   [ Posty: 506 ]  idź do strony:  Poprzednia strona  1 ... 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26 ... 37  Następna strona

 Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
 Nie możesz odpowiadać w wątkach
 Nie możesz edytować swoich postów
 Nie możesz usuwać swoich postów
 Nie możesz dodawać załączników

Skocz do: