LOGO GŁÓWNE - www.skarbowcy.pl
Wielką siłą głupców jest to, że nie boją si mówić głupstw             
George Bernard Shaw
 

MENU GŁÓWNE

LOGOWANIE

POPULARNE ARTYKUŁY

ARCHIWALNE ARTYKUŁY

ARTYKUŁY


Dlaczego chciano stawiać zarzuty wiceministrowi

Dyrektor Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie wiedział, że straci stanowisko, jeśli każe Rafinerii Trzebinia zapłacić gigantyczną akcyzę - zeznał znany prokurator Marek Wełna. To najważniejszy dowód w śledztwie, w którym zarzuty miał usłyszeć wiceminister finansów i szef wywiadu skarbowego Andrzej Parafianowicz. Ale nie jedyny. Tvn24.pl ujawnia czym dysponowali oskarżyciele, dlaczego nie doszło do postawienia zarzutów i co wspólnego ze sprawą miał rzecznik rządu.

W lutym 2009 roku wszczęto śledztwo, które miało wyjaśnić dlaczego krakowski Urząd Kontroli Skarbowej zamiast wydać decyzję o zapłaceniu przez Rafinerię Trzebinia kilkuset milionów akcyzy, niespodziewanie zmienił zdanie. Zaczęto też badać, czy zmiana ta była efektem nacisków.

Dyrektor, wiceminister i prokurator

Prok. Wełna potwierdza, że był przesłuchiwany w sprawie wiceministra Parafianowicza (tvn24.pl)
Premier w postępowaniu administracyjnym i prokuratura powinni sprawdzić... czytaj więcej »

Głównymi bohaterami tej historii są: Mariusz Piątkowski, dyrektor UKS w Krakowie, Andrzej Parafianowicz, wiceminister finansów i najważniejsza postać polskich podatków (jest jednocześnie Generalnym Inspektorem Kontroli Skarbowej i Generalnym Inspektorem Informacji Finansowej), jego podwładni z resortu oraz prokurator Marek Wełna z Krakowa, przez media nazwany pogromcą mafii paliwowej.

Zeznania, protokoły, bilingi i krytyczny dzień

Najważniejszy dowód w tej sprawie to jego zeznania, kalendarze i notatniki. A także informacje od "tajemniczego mężczyzny" (tak jest nazywany w śledztwie), który dzwonił do krakowskich prokuratorów mówiąc im o 1 mln złotych łapówki jaka miała pójść „w kierunku warszawskim”.

Oprócz tego prokuratorzy mieli protokoły i dokumenty z krakowskiego UKS, według których inspektorzy planowali zakończyć kontrolę w rafinerii decyzją o wymierzeniu jej zaległego podatku.  Posiadali opinie prawne, według których Trzebinia musiała zapłacić akcyzę.

Dymisja dyrektora na wniosek wiceministra

Dowodem, który mógłby świadczyć o naciskach, była decyzja o zdymisjonowaniu dyrektora Piątkowskiego wydana z inicjatywy wiceministra Parafianowicza. Według treści prokuratorskich analiz, to on wysłał do krakowskiego UKS pracownika z aktem odwołania dyrektora, po czym niespodziewanie kazał mu wracać do Warszawy. Po tym wydarzeniu dyrektor Piątkowski zdecydował, że rafineria nie musiała płacić akcyzy.

Jak do tego doszło? Krytycznym dniem w łańcuszku wydarzeń był 29 sierpnia 2008 roku. 10 dni wcześniej rozpoczęła się procedura dymisjonowania szefa krakowskiego UKS. Parafianowicz zaakceptował wniosek o dymisję Piątkowskiego. Dokumenty trzy dni później parafowała wiceminister finansów Elżbieta Suchocka – Rogucka i zdecydowała o powierzeniu obowiązków innemu pracownikowi UKS - Henrykowi Surowcowi. Dokumenty wróciły do Parafianowicza. 

Wełna: dyrektor spodziewał się dymisji

W tym czasie Marek Wełna był wiceszefem krakowskiej Prokuratury Apelacyjnej. Nadzorował śledztwa w sprawie mafii paliwowej. W tym także sprawę handlu przez władze Rafinerii Trzebinia olejem technologicznym jako paliwem sprzedawanym na stacje benzynowe. Krakowski UKS i  prokuratura uważały wtedy, że rafineria musi zapłacić akcyzę.

22 sierpnia tamtego roku (dzień podpisania dymisji Piątkowskiego) Wełna spotkał się z dyrektorem UKS w Krakowie. Inicjatorem był Piątkowski. "W trakcie tego spotkania dyrektor będąc sam bardzo zdenerwowany poinformował mnie, że zamiar wydania przez UKS w Krakowie niekorzystnej decyzji w zakresie wymiaru podatku akcyzowego dla Rafineria Trzebinia spowodował, iż wszedł w posiadanie wiedzy o tym, że w najbliższych dniach zostanie odwołany z funkcji dyrektora UKS w Krakowie" –  cytuje nam zeznania Wełny śledczy z Prokuratury Generalnej, który kontrolował śledztwo. Piątkowski przyznał prokuratorowi, że zna nazwisko swojego następcy. Wiedział, że w Ministerstwie Finansów przygotowywane są dokumenty potrzebne do jego odwołania. Piątkowski miał poprosić, by poprzez swoje znajomości, Wełna poparł go w resorcie finansów. "Końcowo poprosiłem go by zachował się jak mężczyzna i wydał decyzję zgodnie  z własnym sumieniem" – relacjonuje zeznania Wełny nasz rozmówca.

 

Krytyczny dzień

Piątkowski miał dobre informacje. 29 sierpnia 2008 roku wiceminister Parafianowicz zdecydował, by dostarczyć mu akt dymisji. Takie polecenie wydał Janowi Delisiowi, dyrektorowi Departamentu Kontroli Skarbowej w resorcie finansów. Ten skierował do siedziby Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie swojego podwładnego - radcę Pawła Wesołka.

Uprzedził go, że z wręczeniem odwołania Piątkowskiemu ma czekać na jego telefon. Dlaczego? Z analizy zeznań Delisia wynika, że Parafianowicz poinformował go, że nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji o wręczeniu dymisji. Miał o tym zdecydować "w ciągu dnia".

Człowiek wiceministra dotarł do siedziby krakowskiego UKS między godz. 15 a 15.30. Tego samego dnia, w tym samych godzinach w Warszawie, przed podjęciem ostatecznej decyzji o wręczeniu dymisji Piątkowskiemu wiceminister rozmawiał z Pawłem Grasiem, wtedy posłem PO. O czym? Nie wiadomo.

Warszawskie rozmowy

Z prokuratorskiej analizy bilingów Parafianowicza i obecnego rzecznika rządu wynika, że kontaktowali się między godz. 15:11:23 do 15:11:47. Do Grasia zadzwonił Parafianowicz.  Jego telefon zalogował się do stacji bazowej przy ul. Marii Konopnickiej 6 w Warszawie (siedziba restauracji i teatru "Studio Buffo"). W tym czasie telefon Grasia logował się do stacji przekaźnikowej przy ul. Kruczej 28. Tam znajduje się Hotel Mercure Grand. Dwadzieścia minut później, Parafianowicz był już w okolicach warszawskiego Placu Trzech Krzyży, przy ul. Mysiej 2. Zadzwonił do swojego służbowego kierowcy, którego telefon był wtedy zalogowany w stacji przekaźnikowej przy ul. Kruczej 28, czyli w tym samym miejscu, co telefon Grasia. Czy kierowca kontaktował się z rzecznikiem rządu, tego prokuratorzy nie odkryli.

"Wracaj do Warszawy"

Wiedzieli jednak, że o godz. 15.55 wiceminister SMSował z radcą prawną, której telefon był w tym czasie zalogowany w stacji przy Alejach Jerozolimskich 7 (budynek Banku Gospodarstwa Krajowego, tuż obok ul. Mysiej). Po SMSach z prawniczką wiceminister finansów zadzwonił do dyrektora Delisia i odwołał decyzję o wręczeniu dymisji dyrektorowi krakowskiego UKS. "Poprosiłem go, żeby mi pokazał (dokumenty-red.). (...)Mówił, że czeka na telefon. Odebrał kilka telefonów w trakcie, był u mnie w gabinecie krótko 5 , 10, góra 15 minut, Po którymś tam telefonie powiedział mi, że nie ma mi nic do przekazania i sobie poszedł" - cytuje nam zeznania Piątkowskiego nasz rozmówca z Prokuratury Generalnej. Według ustaleń prokuratury prawniczka była "doradcą społecznym" Parafianowicza i znajomą ministra Grasia. Nie chciała z nami rozmawiać.

Decyzje o akcyzie zmieniają się w wynik

Także Parafianowicz nie chciał powiedzieć, o czym rozmawiał z Grasiem i z radcą prawną. - Minister informuje, że w przedmiotowej sprawie prowadzone jest śledztwo. Dla jego dobra nie może udzielić odpowiedzi na zadane pytania. Wszelkie informacje pozwalające na wyjaśnienie poniższej sprawy zostaną przekazane właściwej prokuraturze – napisała do nas Małgorzata Brzoza, rzecznik prasowy resortu finansów. Milczy także rzecznik rządu.

Niecałe trzy miesiące  po tych wydarzeniach UKS kierowany przez Piątkowskiego zrezygnował z wymierzania Rafinerii Trzebinia akcyzy za sprzedawanie przez lata olejów technologicznych jako oleju napędowego na stacje benzynowe.

"1 mln zł w kierunku warszawskim"

Wtedy prokuratorzy pod nadzorem Wełny stworzyli nowy wątek w swoim śledztwie. Zaczęli badać dlaczego szef krakowskiego UKS zmienił zdanie. Po tej decyzji prokurator Łukasz Gramza (jeden z oskarżycieli, którzy prowadzili śledztwa w sprawie Trzebini) zaczął odbierać tajemnicze telefony. 12 stycznia 2009 roku ktoś z jednej krakowskich budek telefonicznych zadzwonił do prokuratora.

Według notatek i zeznań Gramzy jego rozmówca oświadczył mu, że w listopadzie 2008 roku, jeszcze w przed cofnięciem decyzji w sprawie rafinerii, dyrektor Piątkowski miał otrzymać "od urzędnika Ministerstwa Finansów o nazwisku Deliś propozycję pozostawienia go na stanowisku w zamian za korzystne dla podmiotu kontrolowanego zakończenie postępowania" - wynika z treści prokuratorskiej analizy, którą zacytował nam nasz rozmówca z Prokuratury Generalnej.

"W zamian za wydanie wyniku kontroli, zwalniającego Rafinerię z obowiązku zapłaty podatku akcyzowego miała zostać przekazana >>w kierunku warszawskim<< korzyść majątkowa w kwocie 1 mln złotych." - napisali prokuratorzy w swojej analizie.

Następnie z nowego wątku narodziło się nowe śledztwo dotyczące ewentualnych nacisków na dyrektora krakowskiego UKS. Po paru miesiącach tę sprawę przeniesiono do Prokuratury Apelacyjnej w Katowicach.

Wersja śledcza

Śledztwo trwało prawie dwa lata. Pod koniec 2010 roku jego plan poznała Prokuratura Generalna. - Wynikało z niego, że za prawdopodobną wersję śledczą przyjęto bieg wydarzeń, którego konsekwencją było uznanie, że Andrzej Parafianowicz dopuścił się przestępstwa, a jednocześnie zakładająca wpływ Pawła Grasia na decyzję wiceministra finansów o odstąpieniu od doręczania aktu odwołania dyrektora krakowskiego UKS ze stanowiska – relacjonuje tvn24.pl treść prokuratorskiego dokumentu jeden z oskarżycieli z  Prokuratury Generalnej.

14 marca 2011 roku prokurator Rafał Nagrodzki sporządził postanowienie o przedstawieniu zarzutów wiceministrowi Parafianowiczowi. To znany katowicki prokurator, który wsławił się  m.in. umorzeniem jednego z najważniejszych w czasach rządów PiS śledztwa w sprawie rzekomej „willi Kwaśniewskich”. Wiceminister miał usłyszeć zarzuty 23 marca. Ich treść ujawniła prokuratura: wiceminister nie miał kompetencji do tego by decydować o zaniechaniu wręczenia decyzji o odwołaniu dyrektora Piątkowskiego i powołaniu nowego szefa urzędu. Dlatego przekroczył swoje uprawnienia, bowiem to minister finansów lub osoba przez niego upoważniona odwołuje dyrektora UKS.

Prokurator chciał też, by tego samego dnia jako świadek zeznawał minister Graś. Chodziło o to, by porównać wersje zeznań obu członków rządu. Oba plany nie wypaliły.

Prokurator bez dowodów

Gdy 21 marca portal tvn24.pl ujawnił, że wiceminister został wezwany do katowickiej prokuratury, następnego dnia jej szef Krzysztof Kołaczek uchylił decyzję o zarzutach dla Parafianowicza. Anulował także jego wezwanie jako podejrzanego. Jeszcze przed wydaniem takiej decyzji o informacje ws. śledztwa wystąpiła Prokuratura Generalna.

Przełożeni bardzo ostro skrytykowali prokuratora, który chciał skarżyć wiceministra. – Zarzut został źle sformułowany i nie ostałby się w sądzie. Dobrze się stało, że go uchylono – mówił w Sejmie Jerzy Szymański z Prokuratury Generalnej.

Rzecznik przesłuchany

Rzecznik rządu został przesłuchany 28 marca. Stwierdził, że nie miał nic wspólnego ze sprawą kontroli w Rafinerii Trzebinia. - Nie znam nikogo z rafinerii. Nigdy z nikim z rafinerii - ani z pracowników, ani z zarządu - nie rozmawiałem. Nikt mnie nigdy o żadną interwencję nie prosił – powiedział dziennikarzom. Ostatecznie przesłuchania nie potwierdziły wersji śledczej o jego udziale w sprawie odwołania dyrektora krakowskiego UKS. Prokuratorzy nie zdobyli żadnych dowodów na to, by rzecznik rządu lub radca prawna mieli być zaangażowani w naciski na dyrektora Mariusza Piątkowskiego.

Milczę, zaprzeczam

Do dziś prokuratura nie odnalazła też tajemniczego rozmówcy z krakowskich budek telefonicznych. Ani też nie potwierdziła jego rewelacji. Zaś wiceminister Parafianowicz wielokrotnie podkreślał, że nie wywierał na nikogo żadnych nacisków. A decyzje w sprawie rafinerii zostały podjęte zgodnie z prawem. - Wielu polityków zwracało się do resortu by Rafineria Trzebinia nie musiała płacić akcyzy – powiedział nam Parafianowicz. Chwilę wcześniej zdjął klauzulę tajemnicy skarbowej z kontroli w Rafinerii Trzebinia.

Natomiast szef krakowskiego UKS zaprzecza wydarzeniom z sierpnia 2008 roku. - Nikt nigdy nie groził mi odwołaniem z funkcji Dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej w Krakowie, ani nie obiecywał nie odwołania w sytuacji wydania przeze mnie wyniku kontroli. Zatem nikogo nie mogłem informować o stanach nieistniejących w rzeczywistości – napisał do nas Piątkowski. W  prokuraturze twierdził, że słyszał tylko plotki o możliwym odwołaniu i mógł o tym rozmawiać z Wełną.

Maciej Duda (m.duda2@tvn.pl), dziennikarz śledczy tvn24.pl//mat



       LINK DO ARTYKUŁU


        Dodane przez: moriturus | Wyświetleń: 7200  | Drukuj  | Poleć znajomemu




KOMENTARZE (6)

telonarius06-05-2011 (07:47)
 Henryk Surowiec, Paweł Wesołek, Jan Deliś - sami byli pracownicy z Wywiadu Skarbowego. Ciekawe !
 
wandalin06-05-2011 (08:23)
 Prawo jest dla maluczkich (tj. jego przestrzegania) wielkich to nie obowiązuje, mogą je bieżąco kształtować (zmieniać w tym i nawet telefonicznie, bieżąco) , chyb że na straży ich uczciwości stoi (jest gwarantem) ich moralność. Jak życie pokazuje, moralność co niektórych z rządzących jest wątpliwej reputacji i nie jest gwarantem ich uczciwych działań. Wpływy i pieniądze demoralizują pod tym względem ludzi słabych, którymi należy gardzić.
 
caro06-05-2011 (09:54)
 Jak szybko i sprawnie zadziałał Kłaczek i Prokuratura Generalna! Oczywiście działali niezawiśle...
 
quasimodo200006-05-2011 (16:49)
 To są MIERNIKI PO, tfu, STANDARDYYYYY.
 
teres06-05-2011 (17:30)
 Rewelacje "tajemniczego rozmówcy z krakowskich budek telefonicznych" stanowiły podstawę do wyłączenia odrębnego wątku śledztwa - wiarygodni ci prokuratorzy.
 
supersaper14-06-2014 (07:50)
 http://m.onet.pl/wiadomosci/swiat,591p5
 

Dodaj komentarz

Tylko zalogowani użytkowicy mogą dodawać komentarze.

KRAJOWA SEKCJA PRACOWNIKÓW SKARBOWYCH NSZZ „Solidarność
26-600 Radom ul.Traugutta 52

DANE KONTAKTOWE